Częć Dziewiętnasta - Shopping & Fucking
- Booooli... - jęknął Puchatek. Chwilowo wolał nie otwierać oczu.
- Znaczy, że jeszcze żyjesz - wystękał Kłapouchy. Jego głos był dziwnie
wygłuszony i miał metaliczny pogłos.
Kubu zaryzykował uniesienie powiek. Kiedy podwójny obraz połączył mniej więcej
w jeden, mi z wysiłkiem skoncentrował się na rejestrowaniu szczegółów
otoczenia. Takich jak
Kłapouchy z łbem w wiadrze rzygowin, Tygrysek rozciągnięty na blacie beznogiego
stołu kuchennego, Prosiaczek chrapiący w wypełnionym do połowy bełtami
zlewozmywaku czy wreszcie, umiechający się błogo przez sen Królik, z którego
dupy wystawała przepychaczka do klopa.
- ... i jeszcze jedną lewatywę, siostro... - mamrotał przez sen.
- Obudź się pierdolony długouchy ciotopedale! - nie wytrzymał Kubu.
- O ranyyy! - wrzasnął Królik zrywając się na równe nogi. Rozejrzał się wokoło
nieprzytomnym wzrokiem i usiadł na podłodze.
- Ćlumpf! - przepychaczka przyssała się do pokrytej sraczkowatym linoleum
podłogi. Jej trzonek w całoci zagłębił się w dupie długouchego.
- Ałakurwanendza!!! - wrzasnął królik. - Czy już zawsze będę się, kurwa, budził
z jakim badziewiem w dupsku?
- Zawsze - wyszczerzył zęby Puchatek. - Tak ładnie prosisz, żeby ci w nią co
wsadzić, zawsze kiedy wypijesz piąte wino. Pakować cię nie będziemy, bo my
pieprzonymi ciotami nie jestemy, a po Krzysia nikomu nie chce się biegać.
Zresztą on i tak woli być bierny. No więc pakujemy to, co jest pod ręką. Ciesz
się, że to nie był pogrzebacz.
- Slurpp - pop! - rozległo się, gdy Królik ostrożnie podniósł się z podłogi
zostawiając za sobą przepychaczkę.
Ten dzwięk obudził zanurzonego w zlewie Prosiaczka.
- Kurwaaa! Pomocy, topię się - zawołał miotając się w rzygowinach.
- Kurwaaa! Pomocy, spadam - wrzasnął obudzony jego krzykiem Tygrys.
- Kurwaaa! Pomocy, olepłem - zadudnił w wiadrze głos Kłapoucha.
- Kurwaaa!!! Zamknąć parszywe ryje!!! - Puchatek odezwał się przytomnie. Tuż po
przebudzeniu, zanim jeszcze przyjdzie kaczor, zawsze miał paru minutowy moment,
w którym mylał logicznie i jasno. Mniej więcej do pierwszego klina. - Prosiak!
Wcale się nie topisz.
Tygrys! Stół od poprzedniej biby nie ma nóg, więc nawet jak spadniesz z tych
pięciu centymetrów, to się durny chuju nie potłuczesz. Kłapouch! Po prostu,
kurwa nędza, wyjmij głowę z pierdolonego wiadra!
- Wybawco!!! - ryknęła wdzięczna trójka kompanów.
- Ale ja sobie tą przepychaczkę zapamiętam - warczał pod nosem niezadowolony
Królik. -
Pedzia będą ze mnie robić, skurwysyny niedorobione...
Szybko okazało się, że do picia w domku Puchatka zostało już tylko paskudne
bezalkoholowe piwo "Mocny Full (rekwizyt filmowy)". Ale w gardle kołek, co
począć - ekipa postanowiła udać się do sklepu Baba Jagi(tm).
- Whassup, Chuju! - przywitał się serdecznie Prosiak.
- Whassuuup! - Baba Jaga(tm), znany również pod pseudonimem artystycznym "Chuj"
wywalił język na brodę.
- Dwie zgrzewy "Classica", tylko kurwa szybko, bo suszy jak skurwysyn.
- A kasa jest? - zaniepokoił się Chuj.
- Kłapciu, ile nam zostało? - spytał niechętnie Kubu.
- 1014zł i 28 groszy.
- Zajebicie!!!
- W tym 1000zł w banknocie z kopernikiem.
- Kurwa, debilu, po chuj nosisz ten stary papier??? Wkurwiasz mnie, wiesz!?! -
zirytował się Prosiaczek.
- Chcesz wyjć? - Kłapouchy posłał mu swój słynny umiech "jeli - szukasz -
kogo - kto - nakarmi - cię - twoimi - własnymi - jajcami - to - znalazłe".
- Dobra, kurwa, co się denerwujesz. To przez kaczora, taki drażliwy się robisz -
Prosiakowi wyraźnie zrzedła mina.
- Ej, panowie, nie starczy wam na dwie zgrzewy - przerwał pogawędkę Chuj. - Tu
nie hipermarket, tu są, kurwa, prawdziwe polskie ceny! Jak chcecie się nachlać
za pół darmo to... - nie dokończył. Wierny bejsbol Kubusia posłał go na podłogę.
- ... idźcie do hipermarketu - dokończył za niego mi, wyszczerzając się z
satysfakcją.
- No to idziemy! - zadecydował podjarany Prosiak.
- Ale najpierw winko na drogę - stwierdził Tygrys łapiąc kilka flaszek "Classica".
Rozdawszy je kumplom, wlazł na ladę, wypiął dupę i bez ceregieli zesrał się na
zmasakrowanego Baba Jagę(tm).
- A tobie, kurwa, co odpierdoliło?
- Nie wiecie chłopaki? - zdziwił się Tygrys. - Kto wypina, tego wina. Znamy się
z chujem tyle czasu, że nie możemy go tak po prostu okrać. To byłoby chamskie.
Jeszcze cofnął by nam zniżkę...
Nasza ekipa wytoczyła się rechocząc z lenego sklepiku, i skierowała swe
nierówne, poplątane kroki w stronę hipermarketu Kalafiur, który pedalskie
francuziki wybudowały na skraju lasu.
Pierwszą przeszkodą, jaką napotkali na miejscu okazał się system racjonowania
wózków.
Wszystkie stały poprzyczepiane do siebie łańcuchami, tak, żeby przemiłe starsze
panie spędzały całe godziny, zastanawiając się, jak je rozłączyć. Przecież gdyby
wystarczyło włożyć do wózka monetę, tak jak było napisane na cianie, to byłoby
stanowczo za łatwo. O nie, starsze panie za punkt honoru stawiają sobie obejcie
tego zabezpieczenia. Na swoje nieszczęcie nasza dzielna drużyna, trafiła na
jedną z tych wózkowych hackerek - emerytek.
- Szybciej, pierdolona jędzo! - już po minucie czekania zirytował się
prosiaczek.
- Zamknij dziób, kurduplu - sfrustrowana niepowodzeniami na polu wózkowego
hackerstwa emerytka, najwyraźniej złapała agresora. - Jak zarobisz w ryj laską,
to się oduczysz pyskować starszym.
Jednak wykonana z nierdzewnej stali laska nie dosięgła głowy prosiaczka. W locie
przechwycił ją Królik, i zdzieliwszy jędzę w ryj, zaczął udowadniać, że bawi go
także, kiedy kto inny ma co wetknięte w dupę. Przedtem jednak palnikiem
acetylenowym, który na wszelki wypadek zawsze miał pod ręką, rozgrzał do
czerwonoci jeden koniec laski.
- Ładnie że ją załatwił - cmoknął z uznaniem Puchatek. - Tylko, dlaczego
wsadziłe jej ten nierozgrzany koniec?
- Żeby za ten rozgrzany koniec nie mogła złapać i jej wyciągnąć - odparł
szczerząc się Królik.
- Ty to chyba osobicie masz co do starych jędz? - zagadnął Kłapouchy.
- Wiesz, jaką zajebicie wielką mam rodzinę? Jakby miał 172 stare ciotki, też
by to miał - odparł przez zacinięte zęby Królik, odcinając palnikiem łańcuch
przytrzymujący wózek.
Już po chwili cała ekipa wparadowała do rodka Kalafiura. To jest wjechała,
zaprzężonym w
Kłapoucha wózkiem.
- Wio!!! - darł się na całe gardło Prosiak.
- Spierdalać, teraz moja kolej! - zaprotestował osioł.
- Wio, powiedziałem, niedorobiony ole!
- Chcesz wyjć???
- No dobra, co się kurwa irytujesz??? Już wysiadamy.
Kłapouchy usadowił się w wózku.
- Naaaaprzód! Do stoiska z wódą! - zakomenderował.
Pozostali przyjaciele z wysiłkiem rozpędzili wózek.
- I raaaz! - krzyknęli puszczając go w stronę piramidy puszek piwa "Hyskie"
2.10zł/05l.
- PIERDUDUDUDududududu!!!... - rozległo się w całym sklepie.
- PRACOWNIK DZIAŁU SPOŻYWCZEGO PROSZONY DO STOISKA Z ALKOHOLEM!
- rozległo się w całym sklepie.
- Jak się wygrzebię, spod tej sterty puszek, to was wszystkich rozjebię -
rozległo się w całym
sklepie.
Kłapouchy nie miał jednak dotrzymać tej obietnicy. Pierwszą rzeczą, jaką
zobaczył, gdy wstawił głowę ponad stertę puszek były wrotki. We wrotkach
umieszczone były długie nogi zakończone zgrabnym tyłeczkiem w białych
majteczkach ledwie osłoniętych króciutką, czerwoną spódniczką. Kłapouchego
zaswędziało. A nie był to wcale jeszcze koniec atrakcji. Powyżej znajdowały się
dwa urocze cycki, na których kołysał się identyfikator "Pracowniczka
Hipermarketu Kalafiur - Marzena". Kłapouchy, skuszony tym widokiem, spojrzał
jeszcze wyżej. Niepotrzebnie. "Taka laska, a zamiast twarzy reklama cyrku" -
pomylał. "Nic to, flagę na twarz i ..."
- Avantiiii!!! - Kłapouchy wydał z siebie okrzyk bojowo - godowy, rzucając się
na dziewczynę.
Wprawnym ruchem zdarł jej bluzkę, drugą rękę zapuszczając do majtek. Nim
przyjaciele dotarli na miejsce zdarzenia, zdążył wziąć Marzenę opierając ją o
regał z fistaszkami. W międzyczasie reszta zajęła się pakowaniem do wózka,
wszystkiego najprocentowszego. Tylko Prosiaczek, który co chwila zrzucał z półek
jakie butelki swoją sterczącą pytą, został oddelegowany do Marzeny.
- Kurwa, co robisz durny Bekonie?!? - wciekł się Tygrys. - Jak tak nie możesz
wytrzymać, to idź zmienić Kłapoucha. Zmęczył się już, więc teraz ty możesz
przepchać szparkę tej siksie! Prosiakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.
- AAAAAAaaaaaaach!!! - rozległo się w całym sklepie.
- Słyszałe - skomentował Kubu sięgając po litrową Łódkę-Bolls - już się za nią
wziął.
- A czujesz ten zapach? - zagadnął Tygrys chwytając tequilę.
- Acha...
- Palona guma, skubaniec założył prezerwatywę.
Po mniej więcej pół godzinie ekipa była gotowa do wyjcia. Tygrysek, Puchatek i
Królik udali się w kierunku kasy mozolnie popychając załadowany wózek. Kłapouchy
i Tygrysek udali się w tym samym kierunku, nie mniej mozolnie popychając, nie
mniej załadowaną Marzenę.
- Kto z państwa płaci? - burknęła kasjerka.
- Marzena! - wykrzyknęli razem.
I tak, nasza dzielna brygada zdobyła alkohol i dupę na wieczorną imprezę. A po
wypiciu koszyka zacnych trunków, twarz Marzeny wydała im się całkiem znona.
Dmuchali ją sobie na wszyscy zmianę, z wyjątkiem Królika, który po kilku
głębszych poszedł szukać przepychaczki do klopa...
Wstecz
|